Balansowanie, horyzonty i marzenia.
Do końca roku zostało już tylko kilka dni. Wiadomo,że ten czas zachęca do tego, aby robić bilanse i tworzyć plany. Mnie zachęcił do tego, żeby pochylić się trochę nad tym, w jaki sposób go spędzam. Jako noworoczną gonitwe, czy zatrzymanie się i refleksję ? Czy w ogóle można połączyć ze sobą te dwa „światy”? Czy to wykonalne, aby zrealizować wszystkie swoje plany i jednocześnie mieć serce otwarte na to, co Najważniejsze?
Na początku odwołam się do Świąt Bożego Narodzenia. W tym czasie realizacja planów dotyczy głównie (choć nie zawsze) przygotowań przedświątecznych. Co roku wśród wielu osób można spotkać się z różnym podejściem do tematu. Od przygotowań rozpoczętych z dużym wyprzedzeniem, po stwierdzenie, że „przecież Pan Jezus urodził się w stajence”, więc skoro dom wygląda jak przysłowiowa „Stajnia Augiasza”, to po prostu trudno się mówi i już. Sama byłam zwolennikiem raz jednej, raz drugiej „opcji”. Aktualnie wiem, że na mojej drodze stanęło kilka osób, dzięki którym zdrowy balans zaczyna być możliwy. Jedną z nich jest Pani Prezes1 – założycielka Fundacji Esencja Wsparcia. Jakiś czas temu, kiedy zapytałam ją o to, jak godzi codzienne obowiązki domowe z zawodowymi, dostałam następującą odpowiedź: „Takie balansowanie na trampolinie nie do końca jest śmieszne, bo czujesz się w taki sposób, jakby ktoś z boku mówił: przecież to żaden problem. Możesz wychowywać dzieci, i gotować, i sprzątać, być businesswoman i jednocześnie robić mnóstwo akcji (darmowych), i w ogóle snuć plany na przyszłość, jedną nogą zamiatać, drugą myć podłogę, a jeszcze w międzyczasie jedną ręką pisać jakieś prace (bo podejmujesz kolejne studia). I wszyscy ci mówią: To nie jest takie trudne, bez przesady, wystarczy mieć ogarnięty balans życiowy. Tylko tyle. Dlatego uczę kobiety, jak dać sobie czas2. Bardziej tutaj myślę o kobietach, bo często my kobiety nie dajemy sobie prawa do tego, żeby dać sobie czas. Wszystko może zaczekać, jeżeli o nas chodzi- pewne sprawy wymagają natychmiastowej naprawy, natomiast my – kobiety możemy zaczekać. Jak się nie rozsypie, to pojedzie dalej.”
Wracając do pytania zadanego na początku; nasze marzenia kontra to, co Najważniejsze. Pięknie jest snuć własne plany, wręcz trzeba to robić. Osobiście uwielbiam ten moment, kiedy mogę usiąść z notatnikiem w ręku i zapisać swoje marzenia, cele, plany i pomysły. Jednak, jak się okazuje (i to nieustannie tak samo), najważniejsze jest słuchanie…głosu Ducha Świętego. Tak, już widzę te zdziwione spojrzenia. Ale to prawda; On najlepiej wie kiedy, co i jak powinno się zadziac. Wie, na co przychodzi kolej w danej chwili. Ma najlepsze wyczucie czasu i sytuacji. Czasem oznacza to rezygnację z czegoś, co wydawało się naszym marzeniem, czy wręcz przeznaczeniem. Wtedy takie prowadzenie wydaje się być bez sensu i strasznie, ale to niesamowicie zniechęca do tego, żeby słuchać dalej. Ale warto. Bynajmniej, taka postawa nie oznacza bycia „ofiarą losu”( już slysze głosy niektórych, i widzę sugestywne pukanie się w czoło), bo jeśli w ciszy i spokoju (to bardzo ważne ) zechcemy usłyszec ten Głos, jesteśmy uratowani. Zwłaszcza wtedy, gdy nasza głowa jest tak bardzo „owładnięta” przez nasz pomysł, że być może tylko domyślamy się, że możnaby inaczej. W głębi duszy wiemy, jak mogłoby być, ale wolimy robić po swojemu, bo to prostsze. Dlatego zatrzymanie się i wyciszenie jest tak bardzo ważne.
A kiedy przyjdzie do realizacji planów i balansu życiowego, do zdania mojej przyjaciółki dorzucilabym dystans do siebie, rozsądne planowanie (mierzenie zamiarów na siły) i niezmiennie – elastyczność. To w ostatnim czasie moje recepta na „przetrwanie”. W każdym czasie warto zastanowić się i nadać odpowiednią kolejność wielu sprawom – po to, żeby nie dać się zwariować. Mam jeszcze jedną myśl, że balans i elastyczność łączą się ze sobą nieodmiennie, bo nie pozwalają na sztywny plan, co z kolei sprzyja rozwojowi i….czasami początkowo przeraża, bo rozwój zawsze niesie ze sobą zmianę. Która z kolei otwiera na nowe horyzonty i rzeczy nieznane.
życzę Wam zatem pięknego i owocnego odkrywania swoich nowych horyzontów w nowym, 2025 roku.
Enjoy!
Agnieszka
Agnieszka
Zwykła mama, żona niezwykłego męża, wdzięczna Temu na Górze za to co mam. A mam milion pomysłów na minutę i ogromny apetyt na więcej. Welcome to my place 😎
Im dalej w las, tym...mniej drzew.
Zobacz również
Tak zwana prokrastynacja. No i przecież to nie takie łatwe.
14 sierpnia, 2020
Mój odpoczynek. Dzień święty święcić.
14 sierpnia, 2023