Everyday life,  Kultura

Mam już talent, i co dalej ?

Kontynuując wątek o umiejętnościach odkrywam coraz więcej życiowych refleksji. Tak jak na przykład ta. Odkryłam właśnie (to takie moje małe odkrycie Ameryki. Śmieję się że lepiej późno niż wcale😎 ), że rozwijane talentu, po pierwsze: wcale nie jest łatwe, po drugie: zajmuje czas, po trzecie: wymaga współistnienia pewnych cech osobowości, takich jak cierpliwość, pozytywne myślenie i odwaga. No właśnie. Już rozwijam tę myśl. Nie jest łatwe, bo wymaga wysiłku. Jeszcze nigdy nie widziano, żeby coś samo przyszło i ktoś sam z siebie umiał coś np. bez zająknięcia śpiewać operowym głosem, albo z biegłością grać na fortepianie (bez poprzedniego ćwiczenia). Chociaż, w tym miejscu powinna znaleźć się wielka jak pół strony „gwiazdka” i dopisek: jednak, mimo wszystko, zdarzają się takie osoby. W pierwszym przypadku to tzw. naturszczycy. Czyli osoby, które „zajmują się jakąś dziedziną bez wykształcenia zawodowego” (za SJP). Będąc w szkole muzycznej słyszałam, ze zdarzają się tacy wśród śpiewaków. I pewno nie tylko wśród nich 😉 Słynną postacią, o której potem zwykło się mówić, że była „cudownym dzieckiem” był chociażby….Wolfgang Amadeusz Mozart. Tak, mówię tu o słynnym klasyku wiedeńskim, żyjącym w XVIII w. Podobno mówiono o nim, że był „genialnym dzieckiem”, gdy w wieku kilku (trzech, czterech) lat potrafił grać na, dzisiaj powiedzielibyśmy, fortepianie – co oznacza ; powtórzyć usłyszaną melodię. Rozumiecie. Siadał i grał. Bez przygotowania. Jako dziecko koncertował dla samego cesarza. Na marginesie: polecam obejrzeć film „Amadeusz” z 1994, gdzie historia geniusza opowiedziana jest z perspektywy innego kompozytora tego czasu: Antonia Salieriego. Film ciekawy, intrygujący i pokazujący mocne i słabe strony genialnego Mozarta. Wracając do tematu: jeśli masz TAKIE (wiadomo, nie tylko pianistyczne😎) umiejętności, bez wątpienia masz talent, trzeba go tylko rozwinąć. No właśnie. Jak? Pomijając drugi czynnik, o którym wspominam: czas, (nie oszukujmy się, często i gęsto, żeby osiągnąć w czymś wprawę trzeba po prostu usiąść na tyłku i to wyćwiczyć. Oczywiście, nie zawsze mamy do czynienia z siedzeniem na tyłku, wszystko zależy od tego, w czym chcesz się rozwijać. Równie jednak często i gęsto o czasie zapominamy. A potem mówimy, że nie nic nie umiemy😊), są jeszcze CECHY które pomagają lub utrudniają rozwijanie w sobie tego, co nas kręci. Pamiętam dobrze czas, gdy próbowałam swoich sił na Akademii Muzycznej. Oj tak. Gdzieś tam kiedyś było to moje marzenie i postanowiłam się zawziąć. Ostatecznie się udało, jednak zanim to się stało, trzeba było zdać egzaminy. Nie pisemne, nawet nie chodziło o to że ustne, ale praktyczne. Z czegoś, czego nigdy wcześniej nie robiłam, a własnie miałam zacząć. No nic. Szczerze powiedziawszy, po skończeniu egzaminów byłam ledwo żywa, ale za to jaka była satysfakcja, gdy znalazłam siebie na liście studentów 🤩🤩🤩. Potem krótka przygoda z czymś nowym. Praktycznie na większość zajęć przychodziło się z, nazwijmy to kolokwialnie, pełnymi galotami, ale z czasem wszystko się normowało.

Chcę przez to powiedzieć, że często strach ma wielkie oczy i to, że się czegoś boimy…..może nas jeszcze dodatkowo zmotywować. Nie warto odpuszczać zainteresowań tylko dlatego, że osiągnięcie ich mnie przeraża. Chociaż wiem, że często tak jest. No i pozytywne nastawienie. Jeśli coś nie wychodzi, albo nie jesteś mistrzem w danej dziedzinie od razu, nie ma się co poddawać. (niniejszy blog jest tego przykładem. W „normalnych” warunkach dawno już bym sobie go darowała). Oczywiście, powtórzę jak zwykle, że wszystko ma swój czas i miejsce, dlatego z drugiej strony, nie warto brać się za wszystko na raz, ale dobrze jest wiedzieć, co można. I czego się chce.

Enjoy!

Zwykła mama, żona niezwykłego męża, wdzięczna Temu na Górze za to co mam. A mam milion pomysłów na minutę i ogromny apetyt na więcej. Welcome to my place 😎

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *