W kółko to samo, czyli nic nowego. I co teraz?!
Święta za nami. I co dalej? Życie jak co dzień, rutyna, rutyna i jeszcze raz rutyna. Można by tak powiedzieć, a przynajmniej w naszym przypadku tak jest. Dzieci (wiadomo, numer jeden) w domu nie usiedzą, więc zapełniamy sobie czas. Na początku wydawało mi się, że to po prostu nigdy się nie skończy i jest jak najgorszy koszmar. Serio, dzień w dzień to samo, w kółko i w kółko. W końcu się poddałam i zaczęłam marudzić. Sama przed sobą i oczywiście przed innymi. Wierzcie mi, to nic dobrego nie przynosi. Oprócz tego, że wszyscy dookoła mają mnie dość to jeszcze ja sama nie potrafię wykrzesać z siebie nic a nic. Taka mała beznadzieja. I zupełnie bezsensowna, bo naprawdę przecież nic wielkiego się nie stało / nie dzieje. Aż przyszła niedziela Miłosierdzia Bożego. I wtedy zrozumiałam, jak wiele zawdzięczam Bogu. Na jak mało zasługuję, i wiele otrzymałam, za darmo (!) Zaraz, zaraz. Za darmo!? Kto coś daje w dzisiejszych czasach za darmo?? Ano właśnie, Pan Bóg. Krótka chwila pozwoliła mi uświadomić sobie, że cała moja historia, to wszystko co mam teraz to jeden wielki dar i naprawdę, nie mam na co narzekać. I sama do końca nie wiem, na co narzekałam wcześniej. A narzekałam, i to jeszcze ile! Nie sądźcie teraz, że chodzi o bycie „świętoszkowatą”, czy taką osobą, która zaciśnie zęby i za wszelką cenę (nawet własnego zdrowia psychicznego🥴) nie powie nic nikomu, gdy jest jej źle i niedobrze. Nie o to chodzi, żeby zgrywać bohatera, kiedy rzeczywiście jest źle. Piszę o tym, bo sama tak kiedyś myślałam, że zawsze trzeba robić dobrą minę do złej gry. Teraz wiem, że wcale nie trzeba. Chodzi o to, żeby powstrzymać świadomie język i szukać pozytywów na co dzień. I jeśli trzeba, umieć zwierzyć się komuś zaufanemu. A to wcale nie jest takie łatwe. I o tym w kolejnych postach. No i, oczywiście, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nie narzekać w sensie. Ale wierzę, że się da. Dlatego staram się wstawać w dobrym humorze i dbać o siebie. Brzmi banalnie? Pewno tak. Ale serio daje efekty i działa. A jeśli się nie uda, schodzić z drogi. Powiedzenie „bez kija nie podchodź” czasem ma u nas w domu szerokie zastosowanie i cóż…..lepiej zejść z drogi niż potem drzeć koty przez cały dzień. 😎
Have a nice day!
Kobieta z Duszą <3
Agnieszka
Zwykła mama, żona niezwykłego męża, wdzięczna Temu na Górze za to co mam. A mam milion pomysłów na minutę i ogromny apetyt na więcej. Welcome to my place 😎
Zobacz również
Tak zwana prokrastynacja. No i przecież to nie takie łatwe.
14 sierpnia, 2020
Mój odpoczynek. Dzień święty święcić.
14 sierpnia, 2023