Everyday life,  Uncategorized

Paroles, paroles – czyli babskie sprawy.

Kto z Was pamięta reklamę w której motywem przewodnim są słowa: paroles paroles paroles? powtarzane z dobrych sześć razy? Tak, tak. Monica Belucci, rower, młodość, spódniczka i Cisowianka. W szkle. W każdym razie, idąc ciągiem skojarzeń – „być kobietą, być kobietą” – biżuteria, błyskotki, nowe buty (przyznajcie się, która z Was ma do nich słabość? :D). W okresie ciąży, a właściwie zwłaszcza teraz, mam bardzo silny „pociąg” w tą właśnie stronę. (Poprzednio taka faza pojawiła się zaraz po porodzie – kobieta zmienną jest 😉 ). Tak więc, dzisiejszy post będzie o ciuchach, modzie szeroko pojętej i o ….Matce Bożej. A to niespodzianka! Dokładnie.
Kiedyś usłyszałam zdanie, pewnej młodej Damy, która powiedziała, że kiedy chce dobrze wyglądać, zabiera na zakupy własnie Maryję. „Co ma piernik do wiatraka?!” pomyślałam wtedy. Wspomnę tylko, że Marysia prowadzi bloga http://krolowalumpeksowa.blogspot.com/, gdzie opisuje różne kwestie – od ubrań zaczynając, na wierze kończąc. Jeśli chodzi o mnie, stwierdzenie zapadło mi w pamięć, bo raczej nie umiałam kupować ubrań tak, żeby były trafione i dobrze dobrane. Ale żeby od razu mieszać do tego Maryję?! Dziwne to. A jednak. Myśl nie dawała mi spokoju i jak to mówią: kropla drąży skałę: Zaczęło się od tego, że potrzebowałam wymienić swoją garderobę. Rosnący brzuch zwiększył swój rozmiar bardzo szybko, i uniemożliwił skutecznie wkładanie tego, co było „na stanie”. W międzyczasie rozpoczęłam przygodę z Nowenną Pompejańską i zawierzeniem Matce Bożej. Bardzo szybko okazało się, że Maryja to nie tylko figurka do której modlą się starsze panie w Kościele, ale żywa i prawdziwa Kobieta, z którą można się zaprzyjaźnić <3 Postanowiłam więc wypróbować metodę „zakupy na Maryję”, i poprosiłam po prostu, żebym miała się w co ubrać, i żeby to nie były worki albo takie rzeczy które mają już dziesiąte z kolei życie. Dosłownie dzień później, przez przypadek (!?) znalazłam ogłoszenie, w którym młoda Mama oferuje wymianę ciuchów ciążowych. A w zasadzie pożyczenie. Koszt? Totalne zero złotych. Rzeczy okazały się wygodne, schludne i naprawdę dobrze ubierają. Umowa wymiany okazała się super, bo po rozwiązaniu po prostu je zwrócę, być może ktoś jeszcze skorzysta. Dzięki Matce Bożej przekonałam się też, że kobiecość to nie tylko ciuchy, ale też styl bycia. To dbanie o siebie: o to jak wyglądam, ale też o swój nastrój, pogodę ducha, odpoczynek, świadome kontrolowanie swoich myśli. Wreszcie, to pozwolenie sobie na bycie wrażliwą i na taką, jaką jestem, a nie udawanie kogoś, kim nie jestem. Te ostatnie kwestie są zasadnicze, te pierwsze, bardzo pomagają w utrzymaniu drugich. Warto dbać o siebie coraz bardziej z dnia na dzień i pytać Maryję jak to robić.

Zwykła mama, żona niezwykłego męża, wdzięczna Temu na Górze za to co mam. A mam milion pomysłów na minutę i ogromny apetyt na więcej. Welcome to my place 😎

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *