Uncategorized

Poskromienie złośnicy.

Dzisiaj dość nietypowo. Otóż, chcę powiedzieć o tym, ze Matka Boża uwolniła mnie od ..złości. Kto mnie zna, ten wie 😏 (a najlepiej wiedzą to mój Mąż i Dzieci), że charakterna być potrafię. Od zawsze tak było, no cóż…tak już jest i co tu więcej gadać. Można i tak. A można próbować zmieniać się na własną rękę (o, ile razy próbowałam zmieniać coś z założeniem, że „ja dam radę, no bo jak nie ja to kto”, I zawsze kończyło się tak samo. Czyli nic się nie zmieniło). I nagle (no, może nie tak nagle), pojawiła się trzecia opcja. Zaczęło się od 33 dniowych rekolekcji oddania życia Maryi. Pomyslalam, że sprobuje, bo to tylko czytanie i krótka (serio krótka) modlitwa w ciągu dnia. Bardziej przypomina mi (nadal tak jest) lekturę książki niż jakieś przeżycia duchowe. Na zakończenie; w domu, swiadome wypowiedzenie aktu oddania się Matce Bożej w opiekę. To wszystko. Żadnych wyjazdów, żadnych finansów z tym związanych, nic. Brzmi potwornie banalnie. Potem, pojawiły się rekolekcje do sw. Józefa, na dokładnie tej samej zasadzie. Wydawało się aż niemożliwe, takie banalne. A jednak. Zrobiłam.

Okazało się, po czasie, że nagle w sytuacjach które kiedyś, dawno temu, wyprowadziłyby mnie z równowagi natychmiast, teraz mam spokój. Nie muszę mówić, że to oczywiście proces, I takie sytuaxje są nadal, ale już w dużo mniejszym stopniu. Z resztą,skoro JA to zauważam, to znaczy że naprawdę musiało się to zmienić. Ważne jest, I dodam jeszcze, że to nie zadziało się „samo ” I „magicznie „. Nie nie. To nie tak, że wystarczy „zrobić ” rekolekcje i „zadziała „. To faktycznie cały proces, zapoczątkowany przez rekolekcje, w międzyczasie czytalam mnóstwo książek, zrobiłam wiele kursów, które zmieniły moje myślenie i patrzenie na wiele spraw. Wiem, że wielu rzeczy muszę się po prostu nauczyć. I to jest konkretna praca. Ale jestem w 100%pewna, że gdyby nie pomoc świętej Rodziny, te same książki i kursy mogłyby nic nie zmienić.

A na „dowód „, wrzucam zdjęcie swojej pięknej facjaty <3 ❤ akurat w piątek, piąteczek, piątunio, czytaj; po całym tygodniu. Czytaj; po codziennych porannych przeprawach z dzieciakami, po ogarnianiu wszystkich obowiązków, po wysiłku jaki wkładam w opanowywanie swoich emocji, żeby nie wybuchnąć po raz milionowy, I po nieprzespanych nocach (na szczęście nie wszystkich). Normalnie, zazwyczaj, pod koniec gryzłabym jak nie wiem (tym bardziej, że piątek jak na złość, okazal się najbardziej „wymagającym „dniem, bo wszystkie plany wzięły w łeb. Czytaj; wyczekanego wyjścia z domu nie było).

A na sam koniec końców, wspomnę tylko o swoim Mężu, który jest dla mnie wielkim wsparciem. ❤🧡💛💚 zawsze i pomimo.

Enjoy!

Zwykła mama, żona niezwykłego męża, wdzięczna Temu na Górze za to co mam. A mam milion pomysłów na minutę i ogromny apetyt na więcej. Welcome to my place 😎

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *